Wigilia u Długoszów

Nareszcie nadszedł, bo czekaliśmy dnia tego, który poprzedza dzień Chrystusa zrodzonego,
więc ponownie w tym roku znowu sobie pozwolę, usiąść z całą rodziną przy wigilijnym stole,
Ale jak wiecie zanim wieczerza nastanie, w domu zawsze ma miejsce świąteczne sprzątanie,
w tym szczególnie mycie okien, jak i odkurzanie, oraz przesadne, kompleksowe pranie.
Należy też pamiętać, że dom oświetlić trzeba, by jasność odeń biła prawie jakby z nieba,
o ubraniu choinki pamiętać też należy, gdzie znajdą się prezenty nie tylko dla młodzieży.
Tam złożyć dla wszystkich podarki wypada, bo od dawna u nas w domu panuje zasada,
że dostają pod choinkę prezenty też starzy, gdyż im się również wigilijny prezencik marzy.

 

Kolacja jest jak zawsze nieco wyszukana, dlatego przyrządza się ją nie tylko od rana,
bo już znacznie wcześniej potrzeba nam było, nie powiem, kilka dni nieraz ze zdwojoną siłą
poczynić w wielu sklepach przeróżne zakupy, m.in. karpie, jak i z grzybkami uszka do zupy,
do gotowania łuskaną pszenicę, a także mak i dodatki do kutii, aby miała odpowiedni smak.

 

Moi drodzy jak co roku wszyscy dobrze wiecie, będą też rybne dzwonki w galarecie,
słodkie kluseczki wymieszane z makiem spożywane przez łasuchów nie powiem ze smakiem.
Będzie smażony karpik mocno spanierowany, ponieważ został w mące dobrze otytlany,
potem w ubitych jajkach i tartej bułeczce, tak by po smażeniu był chrupiący troszeczkę.

Fot. od lewej: żona Elżbieta, syn Łukasz, wnuki Miłosz i Mateusz

Jak tradycja każe dań ma być dwanaście, więc sobie moi drodzy tylko wyobraźcie,
że będzie jeszcze ryba „żydek” i „grek” z jarzynami, kompocik z owoców świeżo gotowany.
Potem postne z kaszą bez mięsa gołąbeczki, najpierw jednak zjemy tradycyjne zupeczki,
będzie więc pyszny barszczyk i zupka grzybowa, która ze względu na post musi być jałowa.

Fot. siedzi żona Elżbieta z wnukiem Mateuszem, stoją syn Łukasz i wnuk Miłosz

Ponadto serwowana będzie kapusta z fasolą, chociaż od niej pierogi niektórzy z nas wolą,
głównie ruskie i z kapustą, o mój Panie Boże, czy te dania w wigilię człowiek spożyć może,
w dniu, o skurczonym, pustym żołądeczku, więc starajmy się jeść dania tylko po troszeczku,
lub pomijajmy czasem pewne dania skrycie, lecz o podanych mówmy zawsze w zachwycie.

Fot. od lewej wnuki Miłosz i Matusz, córka Małgorzata z synem Kubusiem i żona Elżbieta

Wieczerza wigilijna jest też dla nas niezwykła, rozpoczyna ją zawsze zbiorowa modlitwa, po niej życzenia wzajemnie sobie składamy a pozostałości opłatka z rozkoszą wcinamy.
Następnie za ubranym stołem sobie zasiadamy i jedno wolne miejsce dla gościa zostawiamy,
a poszcząc na ogół przez wigilijny dzień cały, jemy tak by kiszki marsza nam nie grały.
Bo granie ma miejsce dopiero po wieczerzy, gdyż teraz pokolędować wszystkim się należy,
w ruch zatem idzie pianino, a także skrzypeczki oraz solowe pienia mej kochanej żoneczki.
Grają zaś wnuk Miłosz i Bernadeta Synowa, która do akompaniamentu jest zawsze gotowa,
pozostali śpiewając próbują im wtórować, aby w ten sposób wigilijną tradycję zachować.

fot. od lewej z przodu wnuki Miłosz i Mateusz; ja z żoną Elżbietą;
stoją syn Łukasz z żoną Bernadetą i córka Małgorzata z synkiem Kubą i mężem Maćkiem

Kiedyś grał na flecie Łukasz, a na skrzypcach Gosia, może kiedyś nauczy grać synka Kubusia,
który kolęd słuchając emituje dźwięki, podobnie jak Zbyszek dziadek jednak nie stareńki.
Jest też z nami wnuk Mateusz cichutki filutek, nie śpiewa, bo w komórce nie znajduje nutek,
wpatrzony w nią, słuchając, o czymś sobie marzy i myśli co w te święta jeszcze się wydarzy.
A po tak spędzonej wieczerzy i kolędowaniu, niektórzy myślą już tylko o szybciutkim spaniu,
inni zaś biorą udział o północy w pasterce, dla której oddaliby wszystko i radosne serce.
Gdy kończy się wigilia to wkraczamy w święta, które obchodzimy, bo wiara w nas nieugięta.
I myślimy już o przyszłych, czy ich doczekamy, bo co Bóg przeznaczył tego my nie znamy.

Zbigniew Długosz.