Gospodarka, handel, rzemiosło

Dwór w Dąbrowie, to były żałosne resztki dawnego majątku. W I933 r. mieszkała w nim właścicielka, chora umysłowo, nie utrzymująca żadnych stosunków ani z rodziną, ani ze wsią. Gospodarstwo dworskie prowadził rządca. Utrzymywało się ono dzięki taniej sile roboczej chłopów, mieszkających w dworskich czworakach nad stawem, oraz dochodzących ze wsi. Dwór – zaniedbany, niedbale i brudno utrzymany – nie stanowił, z powodu dziwactwa właścicielki, żadnej pozycji, ani kulturalnej, ani gospodarczej – był przedmiotem pośmiewiska całej wsi.

Niemniej, pracowało we dworze, szczególnie w okresie żniw, czy kopania kartofli, wielu chłopców i dziewcząt z Dąbrowy, których zwoływał stróż dworski do pracy o czwartej rano, idąc drogą przez wieś i hucząc na dużym rogu: ” Wychodź do dwora „, co złośliwi przekręcali na ” dziwki do dwora !”.

Ziemie w Dąbrowie były nie nadzwyczajne, należące do drugiej, trzeciej, a miejscami do czwartej i piątej klasy. Ziemia była od dawna dzielona, w zależności od ilości dzieci, co ogromnie utrudniało uprawę.

W 1933 r. były we wsi trzy gospodarstwa chłopskie, powyżej 15 morgów ziemi, a to:

wójta Barana Józefa, Kawalca Michała i Długosza Ludwika. Te dwa ostatnie wynikły z podziału gruntu między syna i córkę Kawalca Wojciecha, zamożnego gospodarza dąbrowskiego ur. w 1854 (umarł w 1943 r.) jedynego chłopa, który w 1933 r. używał na codzień i na święto dawnego stroju wiejskiego z tych okolic, a więc lnianych spodni i koszuli, spiętej skórzanym pasem, wyrzuconej na spodnie – na to kamizeli, sukmany w kolorze brązowym, w zimie kożucha białego z wysoką futrzaną czapką – w lecie kapelusza słomianego z szerokim rondem. Dopełnieniem tego stroju były buty z cholewami, powszechnie używane na wsi.

Reszta gruntów w Dąbrowie – to były gospodarstwa mniej lub więcej karłowate. Około 15 gospodarstw miało powyżej 2 morgów grantu, pozostałe – to i jedno lub półtora morgowe

gospodarstwa, dzielone między dzieci, powiększające się przy zawieraniu małżeństw. Każde z nich miało wiele miedz, dróg dojazdowych, wymagało wiele czasu dla osobnej uprawy małych obszarów, dojazdu do owych działek.

Komasacja gruntów, wobec różnych ich wartości, nastręczała ogromne trudności – ale niemniej, jako ciągle aktualna kwestia, była nieraz przedmiotem długich dyskusji.

We wsi Dąbrowa nie było kościoła. Znajdował się on we Trzcinie, dokąd szli ludzie z Dąbrowy ścieżkami przez pola około 3 km.

We wsi znajdował się jeden sklep, prowadzony przez światlejszego gospodarza Masia. Sklep ten zaopatrzony był we wszystkie najpotrzebniejsze we wsi artykuły pierwszej potrzeby.

Sprzedaż nadwyżki własnych produktów gospodarskich, a więc masła, sera, jajek kur, trudniły się kobiety, wędrując – czasem piechotą do „Rzeszowa, czasem przysiadając się w dzień targowy na którąś z licznych furmanek zdążających do miasta na jarmark.

Furmankami dowożono z Dąbrowy do Rzeszowa na sprzedaż owoce, zboże, bydło, świnie. Pośrednikami handlowymi byli też często Żydzi, którzy w każdy dzień z wyjątkiem soboty i niedzieli zjawiali się wcześnie rano, bo już o czwartej we wsi, furmanką, albo piechotą i chodząc po chałupach zakupywali wszystko, co było do sprzedaży, a więc skórki z królików, cielęta, krowy, zboże, kasze, jaja, kury, masło, owoce, cebulę.

Ponieważ ceny nie były stałe, przy każdej transakcji odbywały się zawzięte targi, kończące się przeważnie wyzyskiem, nie znających aktualnych cen i zapotrzebowania na towar – chłopów.

Ale – wobec I5-20 km odległości od miasta , kiepskich dróg i braku środków transportu – bo nie każde gospodarstwo posiadało konia – wykup produktów rolnych przez Żydów, był jedynym sposobem sprzedaży nadwyżek gospodarskich – oraz zdobycia gotówki.

Rzemiosło wiejskie reprezentowali kowale, szewcy, powroźnicy, bednarze, stolarze. Do krawca, krawczyni, czyli ” szwaczki ” szło się z Dąbrowy do Trzciany, gdyż we wsi było zaledwie kilka maszyn do szycia.

We Trzcianie też znajdował się młyn, do którego dąbrowscy gospodarze wozili zboże, pszenicę na ” pytlowaną” mąkę, na kluski, pierogi. Mąkę żytnią, razową na chleb, mełło się w każdym dom na żarnach, znajdujących się w sieni.

We wsi uprawiono rośliny przemysłowe, len i konopie, z których wyrabiano płachty, używane w gospodarstwie, a więc lniane, cieńsze jako prześcieradła, konopne grubsze jako worki na zboże, na kartofle, a gęściej utkane jako worki na mąkę. W płachtach konopnych nosiły również kobiety trawę dla bydła.

Wyrobem płacht trudnili się nieliczni już w 1933 r. chłopi ” na działach ” posiadający, wychodzące już z użycia ręczne warsztaty tkackie – Zanim jednał tkacz zajął się wyrobem płacht lnianych, czy konopnych, trzeba było ów len i konopie, po zebraniu z pola odpowiednio spreparować. zaczynało się to od moczenia łodyg tych roślin w stawkach, bajorach przy domu , aby zgniły szybciej zwierzchnie osłony łodyg i można je było oddzielić od włókien wewnątrz łodygi.

Moknące wiechcie lnu, czy konopi zatruwały gnilnym zapachem całą wieś. Po odpowiednim wymoczeniu brały się kobiety do międlenia ich na międlicach, następnie po wyczesaniu na cierlicach, zwijały pasma oczyszczonych i suchych włókien, aby w długie wieczory jesienno-zimowe prząść z nich na wrzecionach nici, z których tkacz miał wyrobić płótno.

Na czasochłonną i nudną czynność przędzenia, zbierały się kobiety dąbrowskie, przeważnie mężatki wspólnie po kilka w jednej chałupie, gdzie, przy słabym świetle lampki naftowej, przeważnie piątki, rzadziej siódemki, czy dziewiątki przędły, śpiewały pobożne pieśni, czasem opowiadały, co się którejś śniło, czasem różne gadki, zasłyszane opowieści o strachach, duchach – a często podczas długich wieczorów – obgadywały całą wieś, nie szczędząc plotek, domysłów zjadliwych docinków – szczególnie nieobecnym.