Smulowe Piekło
OPOWIADANIA RZESZOWSKIE zapisane przez Władysława Długosza z Dąbrowy podrzeszowskiej.
DĄBROWSKIE SMULOWE PIEKŁO
W SMULOWYM PIEKLE może, gdy byłeś pastuchem, zbierałeś z wiesną poziomki, albo latem ostręzyny, zwane u nas baranami, albo w zimie smakowały ci owoce carne tarki. Wielkie teraz badunie i paryje, a po dębrzach ciurka woda.

Rysunek wykonany przez chat gpt5.2.
Drzewi się wznosiła tam spora góra, a pod górą koło rzycki stała karcma. W karcmie zwykłe zberezieństwa. Miały się cym diabły ciesyć. Brały spod karcmy pijaków nicym ryby z pełnych sieci. By ich wlic na drugi świat, góre se upodobały, na górze na nich cyhały, catowały. A ze miały wiele casu na cekanie, bawiły się jak to diabły po diabelsku: jeździły se po urwisku z góry na dół na ogonach jaz do wody.
Długo musiały polować na grzysne duse na górze, kiej je do scętu uwiezły. A w karcmie dáwnymi casy odprawiały sie różności: pijatyki, bijatyki jakich mało! Nie przez rok, nie przez dwa, ale całymi wiekami. Żniwo diable było spore i zbiór pleni. Do zabagnionych gliników obok góry ciągnęły lompy po nocy jak do miodu i wpadały kiej w to ciasto. Diabły sie nie wysilały. Za każdą dusą do piekła jechała z góry murawa, piach, kamienie, kurzyła się sucha glina – co popadło pod zady mierzionych smętków.
Gdy było – patrzys przez okno o północy na te góre, strasna się łuna paliła ponad skarpą nad badunią. Wybuchały kłęby pary z wody, co się w dole gotowała.
W łnie, w parze piały przeraźliwie ciorty i gwizdały, chichotały, tarabaniący pijusów w środek ziemi, gdzie je państwo Lucypera.
Z rana w krzakach po glinikach baby znajdowały ciała martwe chłopów, po dusach nie było śladu. Dąbrówka się nacirpiała od ty karcmy i od SMULOWEGO PIEKŁA – bo tak harcówke diabelsko ludzie z pradawna nazwali – co niemiara.
Ni mógł Pan Bóg wiecnie patrzyć na ich pastwa i na bide, to pieron w te karcme strzeluł i spáluł jo do imentu. Zdziadziały ostatni karcmarz przeniósł się wtedy chcąc nie chcąc z całym rudym pokoleniem do Rzesowa.
Dzisiaj karcmy strasny ni ma, a jest staraświecka nazwa na pamiątke tamtych casów. Teraz we SMULOWYM PIEKLE beco kozy, gdy je trawa, albo w zimie do tarniny podskakujo kuropatwy, albo lis kure tarmosi od ludzkich opłotków na dół do baduni, a Burek za nim ujada. Ponad wstązecką strumyka z mokrej ziemi można wygmerać palcami blaski węgla kamien-nego, chtóry sie niezgorzy pali, to może stanie kopalniá tu, gdzie była carciá karcma? Nie potrza głęboko kopać jaz do piekła, wydalić powinno chętnym dogrzebanie się do skarbów, co się palo nicym smoła w carnych beckach Antychrysta.
Wszystko sie na świecie zmienia. A cas – ten nie stoi w miejscu. Gdy nie stoi, nalezy dyrdać za casem i nadązać.
Opowiadał Józef Stelmach z Dąbrowy w roku 1948.