Rodzina Bocheńskich

Dzisiaj rozmawiamy ze Zdzisławem Bocheńskim, dąbrowianinem, który był nauczycielem i dyrektorem jednej z najlepszych szkół średnich w Rzeszowie, czyli ,,Elektroniku” przy WSK (Zespół Szkół Elektronicznych w Rzeszowie)

Zdzisław Bocheński

Bardzo dziękuję Panu Profesorowi za zgodę na wywiad i chęć podzielenia się wspomnieniami z naszymi czytelnikami. Zaczniemy od historii Pana rodziców.  Na ich przykładzie widać, jak wojna wpływała na życie zwykłych ludzi, mieszkańców naszej wsi.

Mama Agnieszka Maś, córka Józefa i Apolonii, ur. 01.01.1924r. w Dąbrowie, zamieszkała w  Dąbrowie. Tata Józef Bocheński, syn Tomasza i Honoraty, ur. 27.10. 1921 r. w Klęczanach i zamieszkały w Klęczanach, zawarli związek małżeński w 1943 r. Oboje już w wieku młodzieńczym przeżyli gehennę okupacji niemieckiej.

Józef Bocheński oczekujący na gości

Agnieszka, jako 17-latka została zabrana na roboty do Niemiec. Cudownym zbiegiem okoliczności uciekła z pociągu, który zatrzymał się w Krakowie. Schowała się w tłum ludzi przed pościgiem żandarmerii.  Szczęśliwie dotarła na Podgórze Krakowskie. Tam, obok kościoła Św. Józefa spotkała osobę pochodzącą z Dąbrowy. U niej mieszkała przez dwa tygodnie. Następnie udało jej się wrócić do domu. By uniknąć kary, lub powtórnego zesłania opuściła dom i podjęła pracę służącej, między innymi u  rodziców Henryka Molendy w Tarnowie. Józef od stycznia do października 1941 r. przebywał w niemieckim obozie pracy, a później w obozie karnym w Pustkowie.

Za co tata trafił do obozu w Pustkowie?   

Zabierano jego siostrę Kazimierę na roboty do Niemiec i On się zgłosił, że pojedzie za nią, i Niemcy polecili się mu wstawić w obozie w Pustkowie, a siostra została w domu.

Pana tato był odważnym i ofiarnym człowiekiem w trakcie wojny. Jego heroizm został odnotowany w muzeum w Markowej. 

W sierpniu i wrześniu 1942r Józef wraz ze swoim sąsiadem opiekował się Żydem, uciekinierem z obozu karnego w Pustkowie. Obszerny opis tej opieki znajduje się na stronie internetowej Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej. Opis ten jest też dostępny dla każdego zwiedzającego. Tabliczka z imieniem i nazwiskiem taty jest wywieszona na zewnętrznej ścianie budynku.

Mimo, że było to wojenne pokolenie doświadczone wojennym kataklizmem udało się im wyjść obronną ręką z tragedii II wojny światowej.

Po zawarciu małżeństwa w 1943 r. Agnieszka i Józef Bocheńscy zamieszkali w Dąbrowie. Józef pracował na kolei i pomagał w gospodarstwie rolnym swojego ojca Tomasza Bocheńskiego w Klęczanach i teścia Józefa Masia w Dąbrowie. W styczniu 1948 r. Józef sprzedał do restauracji w Rzeszowie młode cielę, za co był więziony w Rzeszowie i w Mielęcinie koło Włocławka. Był już ojcem dwóch synów: Zdzisława i Tadeusza.

Pana dziadkowie również zasługują na wspomnienie z racji swej działalności społecznej. Proszę wspomnieć ich historię. 

Tomasz Bocheński, ojciec Józefa, odbywał służbę wojskową w armii austriackiej w latach 1914-1918, walcząc na froncie. Po powrocie z wojny był przez 17 lat wójtem w Klęczanach.  W 1912 roku po powstaniu Straży Pożarnej w Klęczanach był jej pierwszym komendantem. Był uczestnikiem delegacji do premiera Wincentego Witosa w sprawie zezwolenia na budowę kościoła, który w latach 1919-1921 wybudowano w Będziemyślu. Tomasz aktywnie uczestniczył w jego budowie. Dwóch synów Honoraty i Tomasza Bocheńskiego w niewiadomych okolicznościach zginęło we Lwowie, w czasie II wojny światowej.

Józef Maś, ojciec Agnieszki przed I wojną światową i w  czasie II wojny światowej pracował na kolei. Był jednym z założycieli  Ochotniczej Straży Pożarnej w Dąbrowie.  Jego dwóch synów walczyło w Wojsku Polskim w czasie II wojny światowej, skąd szczęśliwie wrócili do swoich domów.

Z Pana wypowiedzi wynika, że mimo zakończenia drugiej wojny system opresji i prześladowań wcale nie zniknął, ale przybrał inną formę, co potwierdza, że faszyzm i komunizm były systemami totalitarnymi.

W Mielęcinie były okropne warunki, jeszcze gorsze niż w Pustkowie (obóz pracy przymusowej prowadzony przez Niemców podczas II wojny światowej). Głód, zimno i bezcelowa praca przerzucania kamieni z jednego miejsca na drugie, powodowały ten pobyt trudny do zniesienia. Tam też przebywał jeden z mieszkańców Dąbrowy o nazwisku Maś, który miesiąc po wyjściu z obozu zmarł.  Z Mielęcina wypuszczono Józefa po trzech miesiącach. Po długiej drodze dotarł do Łodzi, do szwagra Władysława Masia, gdzie przebywał przez dwa tygodnie. Znalazł tam schronienie, opiekę i miał odpowiednią dietę. Przez trzy lata po wyjściu z więzienia był kontrolowany przez milicję i wzywany na przesłuchania, pomimo że w jego dokumentach nie odnotowano jako: karany.  Była to tzw. akcja: zniszczyć spekulantów z horyzontu. Ówczesny sołtys wsi Dąbrowa Józef Dąbrowski doradził mu, aby wpisał się do ZSL. Tak też zrobił i wszystkie kontrole zostały zaniechane. Znowu podjął pracę na kolei, potem w Instalu, a następnie przez długie lata pracował w Zakładach Gazowniczych w Rzeszowie (aż do emerytury).

W tamtych czasach na wsi dominowały rodziny wielodzietne. Proszę opowiedzieć o swoim rodzeństwie?

Sześćdziesięciolecie ślubu Agnieszki i Józefa Bocheńskich w otoczeniu rodziny

Rodzice doczekali się sześciorga dzieci: Zdzisława, Tadeusza, Elżbiety, Edwarda, Teresy   i Andrzeja.  W trakcie wychowywania kładli duży nacisk na wykształcenie dzieci. (Tę troskę w rodzinie kontynuuje się nadal)  Synowie ukończyli studia wyższe, a córki szkoły średnie. Obecnie pięcioro z nich jest już na emeryturze. Zdzisław, Tadeusz i Edward mieszkają w Rzeszowie, natomiast Elżbieta, Teresa i Andrzej na wsi. Andrzej w Będziemyślu, a Elżbieta i Teresa w Dąbrowie. Siostry zawsze z życzliwością zapraszają i goszczą wszystkich swoich braci z rodzinami u siebie.

Zdzisław Bocheński z żoną Bożeną, dziećmi i wnukami na 50-leciu pożycia małżeńskiego.

Zdzisław Bocheński z żoną Bożeną, dziećmi i wnukami na 50-leciu pożycia małżeńskiego.

Jak wyglądała kariera zawodowa Pana Profesora i rodzeństwa?

Z żoną Bożeną pracowaliśmy jako nauczyciele w Zespole Szkół Elektronicznych w Rzeszowie. Bożena na etacie polonistki a ja jako matematyk. Przez 19 lat byłem zastępcą dyrektora tej szkoły i 3 lata pełniłem funkcję dyrektora. Już na emeryturze przez kilka lat uczyłem matematyki w Liceum Sióstr Prezentek w Rzeszowie. Brat Tadeusz pracował w transportowym dozorze technicznym z siedzibą w Krakowie, a jego żona Śp. Krystyna była stomatologiem. Brat Edward pracował w Policji KW, a jego żona była nauczycielką j. polskiego. Edward w czasie studiów uprawiał z sukcesami judo. Był w różnych latach: Akademickim Mistrzem Polski, Międzynarodowym Akademickim Wicemistrzem Polski, Akademickim Mistrzem Polski Szkół Wyższych i Mistrzem Mistrzów Akademickich. Syn Krzysztof i wnuk Mikołaj Edwarda też zdobywają laury w tym sporcie. Talent w judo przejawiał również Brat Andrzej: zdobył 3 miejsce w Akademickich Mistrzostwach Polski, był trenerem w KS Walter w Rzeszowie, gdzie miał zawodników należących do kadry narodowej. Przez 15 lat przebywał   w USA i tam uczestniczył   w pracach szkółek judo: francuskiej, niemieckiej i japońskiej.  Obecnie przebywa w Polsce i razem z rodziną prowadzi drobną działalność gospodarczą.Siostra Teresa z mężem Andrzejem zajmowali się działalnością handlową, a następnie przez kilka lat pracowali w Niemczech, Andrzej pracował też w USA.  Przez kilka lat był trenerem piłki nożnej w KS w Dąbrowie. Siostra Elżbieta pracowała na budowach, najczęściej jako kierownik budowy. Jej Śp. mąż Rudolf Walas był koncertmistrzem skrzypiec w Filharmonii Rzeszowskiej.

Pani Elżbieta zamieszkała w Dąbrowie i zapewne często się państwo u niej spotykają?

Tak, Elżbieta mieszka w domu rodzinnym, który wszyscy krewni chętnie o każdej porze mogą odwiedzić. Na uroczystości i Święta Elżbieta uprzejmie zaprasza.

W Pana rodzinie poza talentami sportowymi i pedagogicznymi objawiały się uzdolnienia artystyczne?

W tej rodzinie było i jest dużo osób charakteryzujących się zmysłem artystycznym, szczególnie muzycznym. Dziadek Śp. Józef Maś grał na skrzypcach, był wujkiem znanego w Dąbrowie skrzypka Wiktora Bassary, którego kapela rozbrzmiewała również w całej gminie i poza nią. Trzech synów dziadka grało na skrzypcach, wprawdzie nieprofesjonalnie, ale uświetniali uroczystości domowe. Na tym instrumencie grały też wnuki: Władek Maś, Tomek Maś, Śp. Jacenty Maś, a Śp. Marian Pająk był w Dąbrowie przez kilka lat organistą. Córki Śp. Jacentego grały na gitarach. Syn Mariana ukończył Akademię Muzyczną w Krakowie
i profesjonalnie gra na organach. Mój syn Mateusz, ukończył Akademię Muzyczną w Bydgoszczy jako altowiolista. Jest koncertmistrzem altówek w Operze Nova w Bydgoszczy.  Córka Tomasza Masia Weronika studiuje w Akademii Muzycznej w Warszawie, grę na fortepianie, a syn Bartek ukończył szkołę średnią na skrzypcach. Najmłodsi z członków rodziny uczą się również gry na instrumentach. Tymoteusz, syn Katarzyny i Aleksandra, a wnuk Elżbiety Walas, gra na perkusji. Leon i Agnieszka dzieci Andrzeja i Izabeli grają na fortepianie. (córka kończy też średnią szkołę plastyczną.) Mieszko syn Magdaleny i Łukasza,
a nasz wnuk gra na saksofonie. Syn Marcin Bocheński, jest zawodowym architektem, a jego pasją malowanie i rysowanie obrazów między innymi kapliczek przydrożnych oraz cerkwi, a córka Wioletta ukończyła  Szkołę Muzyczną I stopnia w klasie wiolonczeli.  Stanisław Maś (wnuk Józefa Masia) to architekt emerytowany.  Katarzyna Pondo, córka Elżbiety i Rudolfa Walas ukończyła studia plastyczne. Pięknie maluje obrazy, również o tematyce religijnej. Jeden z nich wisi w Kaplicy Cmentarnej w Dąbrowie. Jej obrazy: Madonna del Ghisallo- patronka rowerzystów, Święty Jan Gwalbert-patron ludzi lasu, Święty Jzydor Oracz- patron rolników będą upiększać wnętrze odbudowującej się kaplicy mszalnej na błażowskim Wilczaku. W jej odbudowę byli zaangażowani Magdalena i Łukasz Pałkowie, mieszkańcy Wilczaka (moja córka i zięć).

Niesamowite są te osiągnięcia  Pana Profesora rodziny w zakresie sztuk. Przy tak bogatej w potencjał artystyczny rodzinie Pan wybrał „królową nauk”. Jak do tego doszło?

Zdzisław Bocheński na zjeździe absolwentów technikum

W technikum bez trudności opanowywałem przedmioty zawodowe, ale matematyką się pasjonowałem. Na politechnikę w Gliwicach egzamin wstępny zdałem, ale z powodu braku miejsc nie zostałem przyjęty. W tym roku zdanie egzaminu wstępnego umożliwiało zdawanie na inną uczelnię. Taki egzamin zdałem i chyba bez żalu studiowałem matematykę.

Dziękuję serdecznie za rozmowę.

Piotr Długosz