Rodzina Baranów

HISTORIA RODZINY BARANÓW Z DĄBROWY

Rodzina Baranów związana jest z Dąbrową od co najmniej dwustu lat. Nie wiadomo kto był założycielem tej familii, zaś pierwszym wymienionym w dostępnych księgach metrykalnych parafii Trzciana to Kazimierz i jego żona Katarzyna z d. Kocur. Małżonkowie ci byli rodzicami Balbiny, Marii i Marcina, późniejszego wójta w Dąbrowie. Wiadomo, że Marcin urodził się w 1842 r., w zamożnej kmiecej rodzinie. Kmiecie posiadali dosyć dużo roli, najmniej jeden łan (ok. 20-22 hektary). To pozwalało na utrzymanie rodziny na dobrym poziomie. Marcin został wójtem, ponieważ umiał pisać  i czytać, co w tamtych czasach było zwłaszcza na wsi rzadkością.

Wiktoria i Jan Baranowie

Jego gospodarstwo znajdowało się naprzeciw dzisiejszej szkoły, obok tzw. publicznej drogi, wąwozu którym do swych pól dojeżdżali chłopi. Panowie z dworu jeździli tzw. pańską drogą, która prowadziła od stawów do figury św. Jana Nepomucena. Marcin zbudował pierwszy murowany dom we wsi, na którego ścianie szczytowej było wyrzeźbione koło z napisem „Boże błogosław temu domowi i jego miskańców”, a w środku dwa serca z inicjałami MW(Marcin Wiktoria) i JW (Józef Wiktoria) oraz N° 50. Jako mała dziewczynka wielokrotnie czytałam ten napis, ucząc się go i zapisując w sercu. W latach 70. służył dzieciom jako salka katechetyczna. Budynek stał jeszcze w latach 80.  ubiegłego wieku. Zaczął niszczeć, kiedy zdjęto mu dach w obawie, że władza ludowa zamelduje tam pewnych Dąbrowian, którym zawalił się dom, bo o niego nie dbali. Dwukrotnie żonaty z Trzcianiankami: Marią z d. Długosz i Wiktorią z d. Łoboda doczekał się jedenaściorga dzieci. Wśród nich ks. Jana Baraniewskiego, opisywanego już na tym portalu. Zmarł w 1920 r.Następny jego syn Józef (1879-1949) również przez długie lata sprawował funkcję wójta w Dąbrowie. Do Józefa jeszcze wrócimy.

Maria i Jan Barnowie: ślub 1932 r.

Syna Leona (1882-1940) postanowiono dobrze wykształcić. Tak jak Jan pobierał nauki w szkole ludowej (podstawowej) w Sędziszowie Młp. i prawdopodobnie I Gimnazjum w Rzeszowie. Po zdaniu matury studiował na Politechnice Lwowskiej, gdzie otrzymał tytuł inżyniera budowy dróg i mostów. Zmienił nazwisko na Baraniewski. Pracował w różnych miejscach ówczesnej Galicji, m.in. skierowano go do Tarnowa, gdzie się ożenił z Apolonią Szumowską. Doczekali się córki Anny i synów Jana oraz Stanisława. Ostatnie miejsca zawodowej aktywności to województwo Tarnopolskie. Był kierownikiem Powiatowego Zarządu Drogowego w Czortkowie. Najmłodsze dziecko Stanisław był studentem Politechniki Lwowskiej, podobno bardzo zdolny o wszechstronnych zainteresowaniach. Latał na szybowcach i w sierpniu 1937 r. pod Przemyślem zginał w wypadku lotniczym. Po tej tragedii żona Apolonia podupadła na zdrowiu i po kilku miesiącach zmarła. Na Kresach zastała Leona II wojna światowa i sowiecka okupacja.

Leon Baraniewski, Tarnopol 1930 r.

Po tak zwanym powstaniu czortkowskim, które wybuchło 21/22 stycznia 1940 r. represje sowieckie nabrały na sile. W lutym do domu Baraniewskich przyszło NKWD. Córka Anna, której mąż oficer Armii Polskiej był na wojnie, właśnie urodziła syna. Leona i Jana aresztowano, Annie i jej może dwudniowemu dziecku okazano trochę łaski. Pozwolono im zostać, jednak, żeby niczego nieodpowiedniego nie wymyśliła pilnowano ją. Anna nie czekając na dalszy rozwój wypadków, w ciągu kilku dni zdołała umówić się z jakimiś ludźmi i kiedy ich „anioł stróż” zasnął, w środku mroźnej nocy przez okno uciekła z synkiem do Lwowa. Szczęścia nie miał ojciec, który zmarł w czortkowskich kazamatach i brat, który odszedł na wieki podczas wywózki.

Rozalia, Katarzyna i Maria Baranówny założyły rodziny i mieszkały w rodzinnej wsi. Maria Łoboda dostała kawałek ziemi obok ojca i tam wraz z mężem wybudowali dom. Nazywano ją Ludwiczką od imienia męża, który notabene zginął walcząc na I wojnie światowej. Ich dziećmi była Józefa, Stefania i Adolf Łoboda, nauczyciel matematyki w Tarnowie. Ostatni syn Walenty (1896-1940) jako dziecko bawił się na placu budowy szkoły w Dąbrowie i spadł z rusztowania. Od tamtej pory był niepełnosprawny intelektualnie i do końca życia pozostawał pod opieką brata Józefa.
Józef tak jak jego przodkowie poświęcił swoje życie najważniejszemu zawodowi świata, czyli rolnictwu. Tak drogi czytelniku najważniejszemu, choć przez wielu wyśmiewanemu, poniżanemu, a przecież bez żywności nie ma życia. Jestem niezmiernie dumna z faktu, że moi przodkowie byli chłopami czyli rolnikami. Ciężką pracę w gospodarstwie łączył z funkcją wójta. Zaangażował się w utworzenie Ochotniczej Straży Pożarnej w Dąbrowie, budowę szkoły. Według zapisów z kroniki szkoły w 1907 r. „nowy budynek szkoły był już pod dachem, ale nie wykończony” dlatego dzieci uczyły się w wynajętej chałupie u sąsiadów Pilarzów. Józef i Wiktoria wspierali budowę poprzez pracę czy pomoc podczas zbierania datków. „W 1921 r. odbył się festyn w ogrodzie sąsiada Barana Józefa [na cele szkolne], zysk 19.288 marek polskich”. W roku szkolnym 1932/1933 był członkiem Rady Szkolnej w Dąbrowie.

Rodzina Baranów w ogrodzie ok. 1953 r.

Przystąpił również do ruchu ludowego.Był dwukrotnie żonaty. Z Wiktorią z d. Pypeć (1881-1923) miał jedenaścioro dzieci. Wieku dorosłego dożyło ośmioro. Najstarszy Władysław (1902-1924) uczeń Państwowego Seminarium Nauczycielskiego Męskiego w Rzeszowie. 13 maja 1924 r. ucząc się do matury nad Wisłokiem zauważył tonącego chłopca Zenona Schultisa, rzucił się na ratunek, jednak obaj utonęli. W czasopiśmie Ziemia Rzeszowska i Jarosławska z 23 maja 1923 r. tak opisano to zdarzenie „Chciał śp. Baran zabiec drogę tonącemu i w środku wody nagle sam zaczął tonąć i o ratunek wołać, a wreszcie zanurzył się raz i drugi i poszedł na dno […] Pogrzeb odbył się w piątek rano. Śp. Barana złożono w kaplicy na starym cmentarzu. Jest to syn bogatego wójta z Dąbrowy ad. Trzciana, najzdolniejszy uczeń V roku, lat 22; pełnił obowiązki żołnierza jako ochotnik w 1920 w ofensywie nad Wisłą, a obecnie jako referent oświatowy 17 pułku uczył czytania i pisania żołnierzy[…]Rodzina chciała go mieć u siebie, stąd pochód ruszył z kaplicy starego cmentarza ul. Krakowską ku Trzcianie[…] ciało złożono po odprawieniu modłów żałobnych[…]na lawecie artyleryjskiej, kompania honorowa 17 p. szła przodem[…]

Dzieci Baranów przede wszystkim pomagały w gospodarstwie, dbano również o ich rozwój intelektualny, wszystkie chodziły do szkoły. Na prababcię Wiktorię, jak na każdą matkę w tamtych czasach spadł obowiązek wychowania sporej gromadki dzieci. Jan i Anna wspominali ją jako bardzo ciepłą osobę. Mój dziadek Jan (1905-1981) i Anna (1911-1992) zakończyli edukację na czteroklasowej szkole w Dąbrowie. Rodzice chcieli. aby Jan poszedł do Małego Seminarium księży Saletynów w Dębowcu, nawet już tam jechali.  Po drodze odwiedzili ks. Baraniewskiego w Niewodnej, który widząc niechęć Jaśka wytłumaczył bratu Józefowi, że do stanu kapłańskiego można iść tylko z własnej a nie przymuszonej woli. Pozostali synowie: Wiktor (1913-1935), Piotr, Bolesław (1919-1988) po ukończeniu szkoły w Dąbrowie pobierali naukę w szkole powszechnej w Rzeszowie. Piotr i Bolesław kontynuowali nauczanie w Czortkowie, prawdopodobnie w Gimnazjum i Liceum im. Juliusza Słowackiego. Bolkowi kształcenie przerwała wojna. Już w PRL ukończył Wyższą Szkołę Wychowania Fizycznego w Krakowie i uczył wf w rzeszowskich szkołach średnich. Piotr z przedwojenną maturą był przez długie lata dyrektorem Rzeszowskiej Centrali Materiałów Budowlanych. Dzięki temu w czasach ciągłych niedoborów budulca, „załatwiał” surowce na prywatne i społeczne przedsięwzięcia budowlane tak w Dąbrowie jak i ościennych wioskach.
Córki Zofia (1909-1929) i Maria (1915-1934) nie uczyły się w Dąbrowie. Nie ustalono, gdzie pobierały naukę na poziomie podstawowym. Później obie były słuchaczkami Prywatnego Żeńskiego Seminarium Nauczycielskiego. Anna 1°v. Totoń, 2°v. Maś i Jan mieszkali w Dąbrowie. Zosi, Marysi i Wiktorowi młode życie przerwała gruźlica, w tamtych czasach choroba nieuleczalna.

Młody Jan Baran
(z tyłu-stoi-Maria Łoboda Ludwiczka)

Na suchoty zmarła też żona Józefa Wiktoria. Po jej śmierci ożenił się z Amelią z d. Nowak, z tego związku dzieci nie było. Mój dziadziu Jan ożenił się z babcią Marią z d. Dynda (1911-1991) w 1932 r. Początkowo mieszali w Trzcianie, w 1938 r. wprowadzili się do nowego murowanego domu w Dąbrowie. Prowadzili duże gospodarstwo rolne, posiadali okazałą stajnię z 3-4 krowami, 2 końmi, dwie stodoły, a i tak na zewnątrz stał bróg ze zbożem albo sianem. Młocka młocarnią na kierat trwała kilka, kilkanaście dni, a potem, gdy młócono już nowocześniejszym sprzętem od świtu do nocy. Uwijali się przy tym domownicy jak i sąsiedzi na tzw. odrobek. W tamtych czasach był jasno określony podział ról. Maria zajmowała się domem, szóstką dzieci (Zofią, Anną, Janiną, Józefem, Bożeną, Jerzym), obrządkiem zwierząt. Ponieważ ukończyła kurs szycia, po pracy siadała do maszyny, aby szyć ubrania dla rodziny i innych osób. Przychodziły do niej młode dziewczęta, by uczyć się fachu. Wykształciła wiele krawcowych. Panny młode, którym uszyła suknię obdarowywały ją pamiątkowymi ślubnymi fotografiami. Bardzo lubiła gotowanie i pieczenie ciast, by robić to jeszcze lepiej poszła na kurs gotowania i pieczenia. Wykorzystywała to podczas organizacji uroczystości rodzinnych jak i wydarzeń dla lokalnej społeczności. Na tych kursach uczono chyba zasad pierwszej pomocy, bo babcia znała podstawy.

Jan pracował w polu, orał, siał, kosił itp., dbał o maszyny rolnicze, nosił wodę dla zwierząt i ludzi, zajmował się końmi. W wolnych chwilach dokształcał się czytając prasę rolniczą. Interesował się sprawami społecznymi i bieżącą sytuacją polityczną. Przed II wojną światową był członkiem Stronnictwa Ludowego, tworzył lokalne struktury. Dużym szacunkiem darzył Wincentego Witosa i jego pracę na rzecz poprawy doli chłopów. Podczas wiecu ludowego w Trzcianie, na który tłumnie przybyli chłopi z okolic, mógł zobaczyć i posłuchać tego wielkiego człowieka.
Przed sfałszowanymi wyborami w 1947 r. komuniści zorganizowali masową akcję przeciwko działaczom i sympatykom Polskiego Stronnictwa Ludowego. W całej Polsce aresztowano około 50 -60 tyś. osób, wśród nich znaleźli się Józef i Jan Baran.

Był długoletnim komendantem OSP w Dąbrowie, a także członkiem Rady Parafialnej. Angażował się m.in. w elektryfikację wsi (członek Komitetu Elektryfikacji), budowę drogi, na którą brat Piotr załatwił materiały budowlane.
Uczestniczył w zebraniach wiejskich, służył innym dobrą radą, pomocą w napisaniu urzędowego pisma. Kiedy wieś zakupiła trokar (przyrząd do bezpiecznego przecinania tkanek miękkich oraz mięśni przy wzdęciach żwacza u bydła, kóz i owiec) został przeszkolony do jego obsługi i często wzywany przez gospodarzy do pomocy. Pamiętam jego zadowolenie, kiedy w 1972 r. przymusowe dostawy produktów rolnych zamieniono na podatek.

Jan i Maria w swoim środowisku uchodzili za ludzi światłych choć ukończyli tylko cztery klasy szkoły powszechnej. Starali się o dobre wykształcenie dla swoich pociech. Jan powtarzał potomstwu ,,uczcie się żebyście nie musieli tak ciężko pracować jak ja”. Jednak, kiedy za długo siedzieli nad książkami  rodzice nie byli zadowoleni, gdyż trzeba było pomagać w gospodarstwie. Mimo różnych przeciwności, wszystkie dzieci zdały egzamin maturalny, Zofia, Anna, Janina były księgowymi w Dębicy i Rzeszowie, Bożena jako mgr filologii polskiej uczyła w szkole średniej, Józef i Jerzy ukończyli technikum mechaniczne i pracowali w największych rzeszowskich zakładach przemysłowych. Doczekali się szesnaściorga wnuków, które wraz z rodzicami zjeżdżały do Dąbrowy na każde święta, wakacje i ferie. W Dąbrowie nadal mieszkają członkowie rodziny Baranów, choć nie są już rolnikami.

Agata Augustyn.