Kto ocalił 50 mężczyzn z Dąbrowy zamkniętych w stodole przez Niemców?
Przed ostatnimi świętami Bożego Narodzenia do wsi przybył przemierzając ponad 700 km Dawid Pauszek poszukując starszych osób mogących coś wiedzieć na temat historii zgromadzonych i ocalonych w stodole zakładników.
Biorąc pod uwagę, fakt, że niewątpliwie miało miejsce tamto wydarzenie warto zrekonstruować i skonfrontować różne źródła. Być może ktoś z czytelników słyszał o tamtej dramatycznej historii i może wnieść do niej nowe fakty.
Wersja i dokumenty przesłane przez Pana Dawida Pauszka.
Długo zastanawiałem się, jak zacząć tę niesamowitą historię mojego dziadka z okresu II wojny światowej. Czy rozpocząć od momentu, gdy uratował 50 zakładników przed rozstrzelaniem, czy od dnia, gdy spokojnym głosem przy rodzinnym stole powiedział: „To byłem ja”? Każdy fragment tej relacji jest wart opowiedzenia. Wiele wieczorów spędziłem, składając w głowie wszystkie zebrane fakty. Za każdym razem ta opowieść wydawała mi się coraz bardziej nierealna, a jednak wydarzyła się naprawdę.
Wszystko zaczęło się ujawniać w 1973 roku, kiedy po raz pierwszy pojawiły się wspomnienia, które pozwoliły nam odkryć fragmenty niezwykłej historii dziadka. Moja mama, wówczas trzynasto lub czternastoletnia dziewczyna, spędzała wakacje u swojej koleżanki ze szkoły. Pewnego dnia rodzinę koleżanki odwiedził wujek, pułkownik Grochowski z Krakowa (jego tożsamość, stopień wojskowy oraz dokładne dane wciąż weryfikujemy, lecz ze względu na okres świąteczny mamy ograniczony dostęp do rodziny zmarłego, jak przypuszczamy, wujka). Podczas kolacji Grochowski postanowił podzielić się wspomnieniami z okresu II wojny światowej. Jego opowieść dotyczyła partyzantów działających na Rzeszowszczyźnie.
W trakcie tej relacji pojawiła się postać młodego człowieka, który angażował się w działania wywiadowcze i wziął udział w uratowaniu przed rozstrzelaniem i uwolnieniu 50 zakładników z wioski Dąbrowa, położonej kilkanaście kilometrów od Rzeszowa. Młody bohater uratował również okoliczne kobiety przed gwałtem. Ta emocjonująca historia, pełna dramatyzmu, zapadła głęboko w pamięć mojej mamy, która niezwłocznie po powrocie do domu opowiedziała ją przy rodzinnym stole.
Ku zaskoczeniu wszystkich obecnych, mój dziadek, Bronisław Mroczkowski, spokojnie wstał i powiedział: „To byłem ja”. Na chwilę zapadła cisza. Wszyscy spojrzeli na niego z niedowierzaniem, jakby czekali na dalsze wyjaśnienia. Jego spojrzenie było poważne, a głos zdradzał nie tylko odwagę, ale też ciężar wspomnień. Mama, patrząc na niego szeroko otwartymi oczami, zapytała: „Naprawdę, tato?”, a on tylko skinął głową, siadając z powrotem przy stole.. Te trzy słowa stały się dla mnie symbolem niezwykłej odwagi, ale i skromności człowieka, który przez ponad trzy dekady nosił w sobie ciężar tych wspomnień, nie dzieląc się nimi z nikim.
Krótko po tych wakacjach 1973 roku, za namową żony i córek, dziadek udał się do Dąbrowy. Jak relacjonował, gdy pojawił się we wsi, został rozpoznany i bardzo ciepło przywitany przez mieszkańców. To wydarzenie ostatecznie potwierdziło rodzinie, że opowieść pułkownika Grochowskiego miała swoje korzenie w rzeczywistości. Podczas odwiedzin w Dąbrowie dziadek zebrał zeznania świadków, które potwierdzają jego zaangażowanie w działania wojenne. Wśród tych relacji opisano, jak przyczynił się do ocalenia zakładników i ochronił kobiety przed okrucieństwami wojny. Oryginały tych dokumentów znajdują się w archiwach ZHRL, a ich skany załączam do niniejszego artykułu.
Jak to często bywa w życiu, gdy coś mamy na wyciągnięcie ręki, rzadko traktujemy to poważnie i z należytym szacunkiem. Dopiero kiedy to tracimy, szeroko otwieramy oczy ze zdziwienia. Tak było i tym razem. Dopiero wiele lat po śmierci mojego dziadka poprosiłem mamę o przejrzenie dokumentów, które pozostawił w naszym rodzinnym domu. Ku mojemu zaskoczeniu wszystko, co dotąd wydawało się tylko legendą, wspomnieniem starszego człowieka wracającego myślami do młodzieńczych lat u schyłku życia, okazało się prawdą.
Aby uczcić pamięć dziadka i jego dokonania, postanowiłem zbadać tę historię. Wybrałem się do wsi Dąbrowa, oddalonej prawie 700 kilometrów od mojego miejsca zamieszkania. Na miejscu spotkałem się z ogromną życzliwością i gotowością do pomocy ze strony mieszkańców.


Na zdjęciach Bronisław Mroczkowski.
Zeznania świadków.
Zgodnie z obietnicą zamieszczamy materiały i opowieść Pana Dawida Pauszka.
Jednakże z powyższych dokumentów nie dowiadujemy się dlaczego w stodole Niemcy zamknęli zakładników, w jaki sposób oni zostali ocaleni oraz skąd we wsi wziął się Bronisław Mroczkowski, co robił, gdzie po wojnie zamieszkał i etc.
Nieco więcej światła na tamte dramatyczne chwile rzucają wspomnienia Józefa Długosza, który zna tamte wydarzenia.
Do dramatycznych zdarzeń doszło latem 1944 roku, kiedy wojska niemieckie wycofywały się przed nacierającymi Rosjanami w kierunku Sędziszowa Małopolskiego. Jak relacjonuje Pan Józef Długosz niedaleko naszego starego domu stała stodoła Agaty Długosz. Do tej stodoły wojsko niemieckie zapędziło kilkunastu mężczyzn z okolicznych domów. Mieli oni stanowić zabezpieczenie na wypadek, gdyby Armia Krajowa lub inne oddziały próbowały atakować Niemców. Sytuacja wyglądała bardzo groźnie, gdyż żołnierze niemieccy zmęczeni i wycieńczeni wojennym wysiłkiem wszelkie akty nieposłuszeństwa karali śmiercią. A nikt z mieszkańców wsi nie mógł zagwarantować, że nie zostaną zaatakowani przez bojówki, które wtedy grasowały w okolicy. Niemcy zagrozili, że jeśli coś się stanie to spalą stodołę wraz z zakładnikami. Z zamknięcia udało się wydostać Leonowi Kwaśnikowi, którego dom jest naprzeciw kapliczki. Negocjacje z Niemcami miała prowadzić nauczycielka dąbrowskiej szkoły Pani Lalicka, która znała dobrze język niemiecki a jej mąż znajdował się wśród zakładników. W związku z tym, że w tamtym czasie nic się nie wydarzyło i wojska niemieckie wycofały się przez nikogo niepokojone, a zamkniętych mężczyzn w stodole zwolniono.
Jeśli ktoś z czytelników słyszał o tej historii, może napisać w komentarzu na FB.


Tak wyglądała stodoła. Obecnie znajduje się na posesji Łobodów.
Czerwonym kółkiem oznaczono lokalizację stodoły w ówczesnej Dąbrowie.
