O budowie nowej szkoły – wywiad z mgr Zofią Kanach

Historia szkoły w Dąbrowie to opowieść o determinacji, społecznej solidarności i sile lokalnej wspólnoty. W latach 80. XX wieku, w trudnym czasie kryzysu gospodarczego i politycznego, mieszkańcy wsi podjęli się niezwykłego wyzwania – własnymi siłami postanowili wybudować nową szkołę.

O kulisach tego przedsięwzięcia, realiach pracy nauczyciela na wsi oraz o osobistych doświadczeniach związanych z pełnieniem funkcji dyrektorki opowiada mgr Zofia Kanach – pierwsza kobieta na stanowisku dyrektora szkoły w Dąbrowie (1983–1989).

– Pani Dyrektor, jak to się stało, że została Pani nauczycielką?

Muszę się przyznać, że początkowo chciałam zostać prawnikiem. Marzyłam o studiach
w Krakowie, ale nie było mnie na nie stać. W Rzeszowie działały wówczas dwie uczelnie: Wyższa Szkoła Inżynierska (obecna Politechnika Rzeszowska) i Wyższa Szkoła Pedagogiczna (dziś Uniwersytet Rzeszowski). Z powodu dużej liczby chętnych nie zostałam przyjęta na WSI i z tym egzaminem trafiłam na WSP na kierunek wychowanie techniczne.

W trzecim rzędzie od lewej Zofia Kanach, Józef Sochacki, Ewa Łagowska

– Proszę powiedzieć o początkach pracy w dąbrowskiej szkole.

Ze względów ekonomicznych i rodzinnych, za namową byłego kierownika szkoły, pana Jana Dubrawskiego, podjęłam pracę w szkole w Dąbrowie w charakterze nauczycielki.

Drugi rok studiów kontynuowałam już w trybie wieczorowym. Wykłady odbywały się pięć razy w tygodniu po południu. Wraz z podjęciem pracy otrzymałam mieszkanie w budynku podworskim.

W pracy wspierali mnie dawni moi nauczyciele – państwo Dubrawscy oraz pani Łagowska. Praca mnie wciągnęła, starałam się sprostać wszystkim wymogom. Dokształcałam się dodatkowo z przedmiotów, które mi przydzielono.

– Bodajże jako jedyna z dąbrowskich nauczycieli pracowała Pani we wszystkich trzech budynkach, w których mieściła się szkoła (szkoła we dworze, stara szkoła, której już nie ma, oraz nowy gmach). Z jakimi wyzwaniami i ograniczeniami należało się liczyć w tamtym czasie pracy nauczycielskiej?

Nie była łatwa. Na siedem klas przypadało zaledwie pięciu nauczycieli. Brakowało pomocy dydaktycznych, a ja codziennie musiałam w ciągu dziesięciominutowej przerwy pokonać kilometr pomiędzy dwoma budynkami.

Sytuacja zaczęła się poprawiać, gdy kierownikiem szkoły został Stanisław Długosz. Dzięki jego kontaktom w Urzędzie Powiatowym w Rzeszowie otrzymaliśmy dodatkowe wyposażenie – m.in. profesjonalny aparat projekcyjny, który bardzo pomagał w nauczaniu wielu przedmiotów. Wiele pomocy dydaktycznych tworzyliśmy też sami.

– Jakie wtedy pojawiały się problemy w edukacji? Czy funkcjonowanie wiejskiej szkoły związane było z brakiem nauczycieli, uczniów, problemami natury społecznej?

W 1973 r. nastąpiła reforma oświaty. Utworzono szkoły gminne. Pan Stanisław Długosz został powołany na dyrektora gminnego w Mrowli. Na jego miejsce przyszedł pan Marian Cybruch. Zmieniali się również nauczyciele – część przeszła uczyć do szkół w Trzcianie i Świlczy. Po kilku latach Gminne Władze Oświatowe postanowiły przekształcić szkołę w Dąbrowie w placówkę czteroklasową.

Dąbrowskie dzieci do wyższych klas uczęszczały do szkół w ościennych miejscowościach: Będziemyśla, Trzciany i Świlczy. Poza tym pozbawiono nas księgozbioru i wielu pomocy naukowych. Dla uczniów była to wielka niedogodność związana z dojazdem. Był jeden autobus rano, drugi po południu dowożący uczniów. A przecież nie wszyscy uczniowie zaczynali i kończyli lekcje o tej samej porze.

– Proszę powiedzieć, jak doszło do powstania inicjatywy budowy nowej szkoły z salą gimnastyczną, przedszkolem i mieszkaniami dla nauczycieli.

Dąbrowianie nie mogli pogodzić się z tą sytuacją. Na jednym z zebrań rodzicielskich padła myśl, aby założyć komitet i rozpocząć budowę szkoły w Dąbrowie. 21 stycznia 1983 r. zawiązał się Społeczny Komitet Budowy Szkoły w Dąbrowie, na którego czele stanął pan Tadeusz Długosz.

W skład Społecznego Komitetu Budowy Szkoły weszli m.in.:
• Tadeusz Długosz – przewodniczący
• Janusz Baczyński – zastępca
• Ferdynand Zakrzewski
• Ryszard Rodzoń
• Józef Kmiecik
• Kazimierz Wilk
• Krystyna Wdowiarz
• Tadeusz Dąbrowski
• Stanisław Bukowski
• Kazimierz Długosz
• Kazimierz Wozowicz
• Bronisław Dusza
• Stanisław Surdyka
• Wacław Smagała
• Krzysztof Kocur
• Dionizy Syniec
• Kazimierz Fularz
• Zofia Woźnik
• Stanisław Bassara
• Stefania Pająk

Niedługo potem do składu komitetu weszli także sołtys Władysław Dąbrowski oraz moja osoba – Zofia Kanach, wiceprzewodnicząca.

– Rok 1982, kiedy zapadła decyzja o budowie, oraz kolejne lata nie były łatwe ze względu na głęboki kryzys polityczny i gospodarczy w Polsce. Jak w takich warunkach wyglądała budowa nowej szkoły?

Przewodniczący przydzielił poszczególnym członkom zadania w zależności od możliwości, wykształcenia i zatrudnienia. Równocześnie podzielono wieś na osiem rejonów, w których członkowie komitetu mieli prowadzić zbiórki pieniężne na rozpoczęcie budowy. Społeczeństwo Dąbrowy nie było zamożne, ale większość mieszkańców uiszczała wpłaty – na tyle, na ile było ich stać. Nieliczni się od tego uchylali.

Byli tacy, którzy nie mieli dzieci w wieku szkolnym, a składki mimo to uiszczali. Byli to m.in.:
• Leon Kwaśniak
• Michał Stelmach
• Paweł Rodzoń
• Władysław Lis
• Stanisław Bassara
• Maria Jakubek
• Edward Kocur

– Była to inicjatywa oddolna, stworzona przez mieszkańców wsi, którzy sami starali się zapewnić warunki dobrej edukacji dla swoich dzieci. Z dzisiejszej perspektywy jawi się to jako coś nieprawdopodobnego. Czy w tamtym czasie mogli Państwo liczyć na wsparcie władz samorządowych lub centralnych?

Mimo starań przewodniczącego (SKBSwD) nie otrzymaliśmy żadnej pomocy z Gminnych Władz Oświatowych. Spotykaliśmy się wręcz ze sprzeciwem. Na jednej z narad w Urzędzie Gminy Świlcza pan Tadeusz Długosz usłyszał od Dyrektora Gminnego, że „porywamy się z motyką na słońce”, a jemu „wyrośnie kaktus na dłoni”, jeśli w Dąbrowie zostanie wybudowana szkoła. Kaktus na dłoni nikomu nie wyrósł, na słońcu z motyką nikt nie był, a budynek szkoły stanął.

– Z tego, co Pani mówi, wynika, że dużą rolę odegrały przy powstawaniu szkoły tzw. czyny społeczne, w które angażowali się mieszkańcy?

Projekt budynku został opłacony ze składek dąbrowian, a wykonał go architekt Stanisław Majka. Nasi mieszkańcy, oprócz płacenia składek, chętnie zgłaszali się do czynów społecznych. I tak prace traktorami wykonywali m.in.:

  • Jan Żuczek
  • Stanisław Czech
  • Stefan Mita
  • Henryk Molenda
  • Stanisław Rodzoń
  • Józef Kurzeja
  • Stanisław Bassara
  • Eugeniusz Kawalec
  • Stanisław Bukowski
  • Stanisław Miśtak
  • Kazimierz Wozowicz
  • Edward Kwaśniak

– Jednak sami mieszkańcy nie mogli udźwignąć ciężaru budowy dużej i nowoczesnej szkoły, szczególnie że budowa zbiegła się z poważnym kryzysem ekonomicznym i politycznym w kraju.

3 czerwca 1983 r. odbyła się wizja lokalna, w której wzięli udział przedstawiciele Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie i Gminy Świlcza. Zapadła decyzja o budowie szkoły. Miała się ona odbyć w trzech etapach:

  1. Sala gimnastyczna
  2. Sale lekcyjne
  3. Przedszkole i dom nauczyciela

Przewodniczący i inni członkowie (SKBSwD) toczyli batalie, aby pozyskać ludzi, przedstawicieli firm i instytucji, którzy pomogliby w uzyskaniu dotacji i wsparcia w zakupie materiałów budowlanych.

Otrzymywaliśmy pomoc m.in. z Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego w Rzeszowie (WSK), Dyrekcji Polskich Kolei Państwowych (PKP), Zelmeru, Przedsiębiorstwa Materiałów Budowlanych w Sędziszowie Małopolskim, Przedsiębiorstwa Elektryczno-Sanitarnego w Rzeszowie, Polichemii w Trzcianie i innych firm. Równocześnie przewodniczący zabiegał w Urzędzie Wojewódzkim w Rzeszowie o wpisanie budowy szkoły do planu inwestycyjnego.

Rozpoczęto budowę – wmurowanie kamienia węgielnego odbyło się w lipcu 1983 r. Pierwsza cegła została wmurowana 5 listopada 1983 r., a w grudniu zanotowano stan zerowy budynku.

– W 1983 r. została Pani dyrektorką szkoły. Był to trudny czas ze względu na kryzys w kraju oraz trwające prace przy budowie. Jak Pani wspomina tamten okres?

W 1983 r. zostałam powołana na dyrektora szkoły, a równocześnie na wiceprzewodniczącą Społecznego Komitetu Budowy Szkoły w Dąbrowie. Ciągle było na tzw. „pod górkę”. Władze Oświatowe Gminy nie pomagały, a urzędnicy Gminy Świlcza raz starali się wspierać, a innym razem utrudniali prace.

I tak było np. z pozyskanymi pieniędzmi na budowę szkoły. Przechodziły one przez ich księgowość i kierowane były do innych placówek. I znów musiał interweniować nasz przewodniczący.

Oprócz kierowania placówką i zarządzania budową szkoły, gromadziłam niezbędne pomoce naukowe i sprzęt do klas 1–8. Niezbędne było też zatrudnienie nowych nauczycieli – problem był szczególnie z pozyskaniem polonisty. Nadal uczyliśmy w dwóch budynkach: w starej szkole i we dworze. Problematyczny był także odbiór budynku przez sanepid. Pracowałam praktycznie na okrągło, bez urlopu i wakacji.

– I w końcu, po wielu latach trudu, udało się Pani doprowadzić do otwarcia nowej szkoły. Dla nas, uczniów – a byłem wtedy w 8. klasie – była to ogromna zmiana, kiedy zaczęliśmy się uczyć w jeszcze pachnących farbą salach lekcyjnych, wyposażonych w nowoczesny sprzęt dydaktyczny.

17 października 1987 r. nastąpiło otwarcie obiektu, w którym uczestniczyli przedstawiciele różnych instytucji i władz – od gminnych po wojewódzkie – społeczność Dąbrowy i oczywiście uczniowie. Na dobre do nowych budynków weszliśmy przed Bożym Narodzeniem 1987 r. Praca w nowej szkole była komfortem. Po zamianie działek uzyskaliśmy także plac pod boisko szkolne.

Od lewej: Maria Stawska, Danuta Cybruch, Renata Żmijowska, Stanisław Głodek. W drugim rzędzie: Zofia Kanach.

– Jak wyglądała praca w nowej szkole?

Współpraca moja ze środowiskiem i pracownikami szkoły układała się dobrze. Poza pracą lekcyjną przez wiele lat przygotowywałam z uczniami i młodzieżą pozaszkolną programy artystyczne na różne uroczystości szkolne, wiejskie i gminne – takie jak: Konstytucja 3 Maja, Dzień Matki, Sobótki, Przegląd Zespołów Artystycznych i wiele innych.

Zofia Kanach z uczniami 7 klasy

– Mimo odniesionego dużego sukcesu, spotkała się Pani Dyrektor z nieuprzejmym traktowaniem przez władze oświatowe, co dziś nazwalibyśmy mobbingiem?

Największym problemem była niechęć inspektora wobec mnie, ciągła krytyka na comiesięcznych odprawach dyrektorów i utrudnianie mojej pracy. Ciągłe nękanie spowodowało u mnie zmęczenie fizyczne i psychiczne. W 1989 r. zrezygnowałam z funkcji dyrektora i wróciłam na stanowisko nauczyciela. Skorzystała na tym moja rodzina, którą wcześniej nieraz zaniedbywałam. Jako wychowawczyni klasy pozyskiwałam pieniądze na wycieczki i zielone szkoły.

– Czy mogłaby Pani powiedzieć, jak radziły sobie dąbrowskie dzieci po opuszczeniu szkoły? Co stało się z absolwentami, jaki typ kariery zawodowej najczęściej wybierali?

Wydaje mi się, że mimo wcześniejszych trudnych warunków nauki, nasi absolwenci dobrze radzili sobie w dalszej edukacji. Wielu z nich ukończyło studia pedagogiczne i inżynierskie. Dumni jesteśmy z osób, które odniosły znaczące sukcesy – należysz do nich Ty i nieżyjący już Stanisław Dziedzic.

– Jeżdżąc do taty, często widzę Panią Dyrektor w ogrodzie – przycinającą krzewy, pielącą grządki lub podlewającą kwiaty. Zakładam, że to jedno z Pani obecnych zajęć. Proszę powiedzieć, jak wygląda życie na emeryturze.

W 2006 r. przeszłam na emeryturę. Zbiegło się to z chorobą mojej mamy, którą musiałam się zaopiekować. Pomagałam także w wychowywaniu wnuków. Mam już pięcioro prawnuków. Często w moim domu odbywają się zjazdy rodzinne.

Jednym mogę się pochwalić – wychowałam pięcioro dzieci, z którymi ani ja, ani inni nie mają problemów. Są pomocni dla osób potrzebujących i takich przykładów mogłabym mnożyć. Podobnie jest z moimi wnukami – są pracowici i rzetelni.

W wolnych chwilach czytam, rozwiązuję krzyżówki, hoduję kwiaty i warzywa. Interesują mnie sprawy szkoły i edukacji w Dąbrowie. Cieszy mnie, że moi następcy – dyrektorzy – dbają o szkołę i stale ją udoskonalają.

Zofia Kanach w swoim ogródku

– Podsumowując, odnoszę wrażenie, że najważniejszym elementem Pani zawodowej biografii było zaangażowanie w budowę nowej szkoły i poprawę warunków edukacyjnych dla dąbrowskich dzieci.

Najbardziej cieszy mnie, że powstał budynek szkolny, którego nie powstydziłoby się nawet miasto wojewódzkie. Powstał dzięki mozolnej pracy społeczności Dąbrowy, a na szczególne wyróżnienie zasługuje przewodniczący Społecznego Komitetu Budowy Szkoły w Dąbrowie, pan Tadeusz Długosz. Swoją postawą porywał innych do pracy. Był pomysłowy, uparty i konsekwentny w działaniu. Zasługiwał – i wciąż zasługuje – na najwyższe nagrody i wyróżnienia.

– Bardzo serdecznie dziękuję Pani Dyrektor za poświęcony czas, podzielenie się z czytelnikami doświadczeniami i wspomnieniami oraz za przekazanie szczegółowej wiedzy na temat powstania nowej szkoły w Dąbrowie. Życzę dużo zdrowia i radości w codziennym życiu.

 Rozmawiał Piotr Długosz